A A A powrót drukuj

W szpitalu

W szpitalu

Z przyjacielem w tle

Z przyjacielem w tle

Przewijanie Zosi

Przewijanie Zosi

Moje piękności

Moje piękności
  


Zosia ma dokładnie 2 miesiące i 10 dni jest rozkosznym dzieciołkiem wypełniającym cały dzień.
Gdy odczytaliśmy wynik testu już wtedy wiedzieliśmy, że nasze życie nigdy nie będzie takie jak wcześniej, bez dwóch kresek na teście. Owładnęło nami szczęście, które jest z nami do dnia dzisiejszego, mimo trudnej ciąży i stwierdzenia nie raz i nie dwa "że ciąża nie jest wcale błogosławionym stanem i to musiał powiedzieć facet" nigdy nie opuszczała nas radość życia, które we mnie rosło.

Do 12tc to była Fasolka a od 12 stała się z 80% pewnością Naszą Córką- dumą Tatusia, ja nie mogąc w to uwierzyć nadal kupowałam stroje w neutralnych kolorach, pościel, którą może używać chłopiec lub dziewczynka . No bo przecież pierwszy miał być syn.
Po kolejnym USG zaczął się szał w kolorze różowym, wszyscy oszaleli patrząc na film z badania i wywijającą fikołki Naszą Córkę, która nie miała imienia. Tak mijały dni, ja siedząca w domu i czytająca wszystko co można było o dzieciach, porodach, laktacji itp itd a Mąż dzielnie pracujący i znoszący moje zachcianki, humory, depresje, nagłe wybuchy euforii i ten lęk, czy damy sobie radę, jaką będę matką... To były chwilę zwątpienia w nas, na szczęście tylko chwile.

Kolejnym krokiem ku świadomemu macierzyństwu była szkoła rodzenia i tam przekonałam się, że moja wymarzona "cesarka" jednak musi ustąpić miejsca naturalnemu porodowi, który jak głoszą mądrzy ludzie jest lepszy i dla matki i dla dziecka. Tak nastał czas aktywności, kręcenia się na piłce, gdy tylko lekarz na to pozwalał, między skracającą się szyjką a skurczami .... Wymarzyłam sobie poród aktywny, ja na piłce, podczas skurczów, Mąż przy mnie trzymający mnie za rękę i wreszcie parcie w kucki... Mijały tygodnie, dni, kolejne wizyty u lekarza... Aż przyszedł czas położenia się w szpitalu "dla mojego dobra i dziecka" . I to oczekiwanie na skurcze, te prawdziwe... przyszły po trzech dniach pobytu w murach szpitalnych, przynajmniej tak mi się wydawało... I co ?? Kolejny fałszywy alarm, to już trzeci. Myślałam, że oszaleje a Mąż razem ze mną. Wreszcie, po 4 dniach w szpitalu została podjęta decyzja, skoro dziecko nie chce wyjść samo we wtorek 24.11.2009r. o godzinie 9.00 cc... Ufff czyli już wiem na czym stoję.

Jednak... Przewrotność natury i charakteru Maszej Córki znowu nam sprawiła niespodziankę. 23.11.2009r. o godzinie 16.30 dała znać mocnym skurczem, że Ona chce wyjść jednak teraz, tu, całe szczęście, że Mąż wyszedł z pracy i był ze mną...
Nie będę opisywać naszego porodu bo to dla mnie dramat... Do tej pory mam ciarki gdy o nim mówię, gdy patrzę na naszą Córkę dziękuję Bogu i mojemu Lekarzowi, że ją uratowali. Napiszę tylko tyle, parłam a i tak miałam cc... Teraz wiem, że gdy na początku ciąży mówiłam, że chcę cc miałam rację, tak mi podpowiadało moje ciało i nie ma piękniejszego porodu od cesarskiego cięcia.

I tak 23.11.2009r. o godzinie 23.05 okrzykiem, najpiękniejszym na świecie dała znać że jest ... Nasza Córka. Nie mogliśmy mieć jej od razu przy sobie, nie mogłam jej nakarmić piersią, przytulić, powiedzieć jak bardzo ją kocham... Cierpiałam z tego powodu, ale wiedziałam, że zobaczę ją i dotknę następnego ranka, powiem, że jestem Jej MAMĄ i że już nic jej nie grozi bo ma nas a my Ją ... Nastał ranek, nadeszła ta chwila gdy Ją zobaczyliśmy, piękną, maleńką, kruchą, opatuloną w jakieś  szpitalne szmatki, Naszą Córkę, to "trochę nas" gdy już my będziemy spać. Gdy ją zobaczyłam pomyślałam "Boże jak my sobie damy radę, ona jest taka mała a my tacy wielcy w porównaniu do jej wątłego ciałka".... Dumny Tata trzęsącymi rękoma wziął Nasz Skarb na rękę i powiedział "Witaj Zosieńko" i tak Nasza Córka przestała być Naszą Córką a stała się Naszą Zosieńką.
To były magiczne chwile które wspominam po 2 miesiącach i 10 dniach nadal tak samo ze łzą w oku...
I tak rozpoczęliśmy naszą wyprawę po burzliwym morzu zwanym "RODZICIELSTWEM". Pełno na nim wydm i nierównosci, lecz wierzę, że razem... Razem można wszystko, nawet pokonać potwora zwanego "jestem złą matką, co ja tutaj robię" a to dzięki Nim, Mojej Zosi - kokosi i Mężowi. Właśnie tacy wspaniali są.

Autor:Asia
 
Dodaj link do:www.facebook.comwww.wykop.plwww.dodajdo.com

KomentarzeKomentarze

Aśka

2010-03-20 22:08

Kasiu tak były komplikacje niestety ale na szczęście wszystko jest ok
Kasia

2010-02-20 11:42

swietna strona :) zdrowka dla waszego dziecka:) były jakies komplikacje w czasie porodu, ze napisałas "uratowali ja"?
Aśka

2010-02-18 13:18

Marta z nk, mama Patryka?? :)
Aśka

2010-02-18 13:17

leżałam :) na przedostatniej sali :) a na położnictwie gdzie leżałaś ??
MiMI

2010-02-18 11:36

KojarzÄ™ Ciebie ze szpitala ;)

Nie wiem czy może nie leżałaś na przedostaniej sali na ocp =)
Mój synek urodził sie 15.11 też przez CC
iza dobrowolska

2010-02-16 16:08

dotarłam tu z benca:)aż się wzruszyłam jak czytałam:)dzieciątko to sens naszego życia:)
Gosia

2010-02-16 11:51

Wszystkiego najlepszego dla Zosi od ... urodzonej rowniez 23 listopada. Moge dodac, ze ta data jest dobra do rozpoczecia nowego zycia, reszta zalezy od SZCZESCIA, madrych rodzicow, otoczenia, sytuacji gospodarczej ... lista moze byc dluga i wyzwan starczy.
Zosiu witaj w klubie urodzonych 23 listopada ;)))
Justyna De:)

2010-02-15 14:19

Sentymentalizm:) Zawsze wiedziałam Asiu, że gdy zostaniesz mamusią każdy szczegół będzie dla Ciebie megaważny i bedziesz starała się uwiecznic każdy moment z życia Waszego maleństwa tak, aby nic nigdy nie uszło w niepamięć. Tak wspaniale opisujecie wasze zmagania, ze na pewno jeszcze nie raz z przyjemnością tu zajrzę...może się czegoś nauczę:)..pozdrawiam całą trójkę bardzo cieplutko
Marcin

2010-02-06 08:44

Bardzo fajna strona, będę tu zaglądał co jakiś czas i zobaczę jak się rozbudowuje portal
polecaj